17°C bezchmurnie

Chrońmy zabytki z głową

Historia, Chrońmy zabytki głową - zdjęcie, fotografia

Gdyby Kazimierz Wielki miał takich konserwatorów i opiekunów zabytków, jakich mamy obecnie, to Polska byłaby nadal drewniana

Z szacunkiem czytam artykuły Jerzego S. Majewskiego („Gazeta Wyborcza”) w sprawach zabytków i ich ochrony z uwagi na wiedzę historyczną autora. Podzielałbym w pełni jego tezy o zakazie likwidacji obiektów zabytkowych o istotnych wartościach, gdyby autor tych tekstów choć słówko wspomniał, że o takie zabytki powinno dbać państwo, a nie tylko właściciel.

A Jerzy Majewski, jak wielu innych dziennikarzy, robi z właścicieli niewolników przywiązanych do zabytków i ich batoży, ile wlezie, że nie dbają, nie remontują, że chcą zmienić funkcję obiektu albo rozebrać i wybudować coś innego, choćby bardziej społecznie użytecznego. Tymczasem wiele budynków z upływem czasu traci uzasadnienie bytu. Ciekawe architektonicznie według Jerzego Majewskiego (z czym bym dyskutował) Kino Praha i Skarpa zbankrutowały. Więc trzeba je było rozebrać i postawić nowe obiekty społecznie użyteczne i też ciekawe architektonicznie. Kino Praha dostało nowe życie. A w miejscu Skarpy powstały mieszkania potrzebne ludziom

Ikoniczny architektonicznie Supersam został rozebrany, bo stanowił zagrożenie budowlane. Konstrukcja zardzewiała i groziła zawaleniem. Projekt był ciekawy architektonicznie, ale pod względem rzemiosła budowlanego był spartolony projektowo i wykonawczo. Społemowskiej Spółdzielni „Supersam” nikt nie chciał pomóc w drogim remoncie Supersamu. Eksperci twierdzili, że by go wyremontować, to trzeba by go rozebrać, by wymienić elementy konstrukcyjne dachu. Odrębnym problemem były ogromne koszty ogrzewania, gdyż obiekt nie miał ocieplenia. Więc trzeba go było rozebrać. Powstał w tym miejscu nowy obiekt o niezłych wartościach architektonicznych, w tym handlowy Supersam w nowej, współczesnej odsłonie architektonicznej z parkingami, których w starym Supersamie nie było. Inwestor obiektu w miejscu Supersamu rzeczywiście deklarował pomoc w odbudowie Supersamu w innym miejscu, przekazując konstrukcję za darmo, jeśli znajdzie się chętny z gruntem. Ale nikt nie chciał przestarzałego technicznie obiektu. Pan Majewski miał szansę go ocalić choćby na swoim podwórku, ale z niej nie skorzystał.

Pan Majewski martwi się o przemiany Ściany Wschodniej. Słusznie krytykuje przebudowę pasażu Ściany Wschodniej, który został odczłowieczony, ale to właśnie „Gazeta Wyborcza” parła do tej przebudowy i zachwycała się projektem.

„Wyborcza” zachwyca się też planowanym budynkiem po Uniwersalu, choć ten będzie dużo bardziej dominował przestrzennie i znacznie więcej zacieniał sąsiednią zabudowę.

Pan Majewski krytykuje zburzenie Domu Towarowego „Sezam” i budowę nowego obiektu, ale to przecież nie był żadna architektura, tylko blaszak w środku miasta, który się zdekapitalizował ekonomicznie i zużył technicznie. Teraz powstanie coś ciekawego. Pan Majewski boi się, że dalszym przemianom będzie podlegać Ściana Wschodnia będąca dla niego „najlepszą kreacją urbanistyczną w całym XX wieku w Polsce”. Ja tego nie neguję, ale wszystko kiedyś przeminie. Już dziś te budynki dostały nadbudowy biurowe, by poprawić ich rentowność, bo cienko przędą.

„Smyk” też ekonomicznie podupadał, więc trzeba go było przebudować i trzeba dziękować inwestorowi, że odtworzył historyczną elewację, a nie krytykować go za zmianę funkcji i wystroju pomieszczeń niespełniających uprzednio norm pożarowych.

Zwracam też uwagę, że Miasto Warszawa, naliczając opłaty za użytkowanie wieczyste gruntu, nie bierze pod uwagę, że jest tam niedochodowy obiekt zabytkowy, tylko wali ceny komercyjne. Widziałem nawet taką wycenę, w której argumentowano wzrost wysokości opłaty właśnie tym, że obiekt wpisano do rejestru zabytków, bo to rzekomo podniosło jego prestiż.

Jerzy Majewski jest przeciwny zburzeniu PKiN, bo uważa, że jest to obiekt wartościowy architektonicznie i historycznie. Nie podzielam tej oceny. Postuluję wydzierżawienie Pałacu Panu Majewskiemu po to, aby zobaczyć, jak sobie poradzi. Musiałby obiekt ten utrzymać i remontować. Prawdopodobnie po tygodniu zostałby w samych skarpetkach, bo to obiekt deficytowy. Wtedy może spojrzałby na problem z innej strony.

Ciągle powtarzam, że gdyby Kazimierz Wielki miał takich konserwatorów i opiekunów zabytków, jakich mamy obecnie, to Polska byłaby nadal drewniana.

Błędem opiekunów zabytków jest chęć chronienia wszystkiego, co im przyjdzie do głowy. Bo jak się chce chronić wszystko, to brakuje środków finansowych na tę ochronę i się dzieli te skromne środki „każdemu” po trochu. A to oznacza, że w istocie nie chroni się tego, co potrzeba i tak, jak potrzeba.

Ponadto wpisując obiekty do rejestru lub ewidencji zabytków często uniemożliwia się realną termomodernizację budynków i skazuje się je na wysokie koszty ogrzewania. Narzuca się też tak ostre warunki remontów, że są one tak kosztowne, że nie opłaca się ich robić, co prowadzi do degradacji budynków aż do ich zagłady. Apeluję więc o więcej rozsądku i pragmatyki w dziedzinie ochrony zabytków.

Bogdan Żmijewski


Chrońmy zabytki z głową komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się