Zapadł wyrok w głośnej sprawie aktywistek ruchu „Ostatnie Pokolenie”, które oblały farbą warszawską Syrenkę. Sąd uznał kobiety za winne zniszczenia zabytku i wymierzył im karę ograniczenia wolności oraz wysokie nawiązki finansowe.
Do zdarzenia doszło 8 marca 2024 roku na bulwarach wiślanych, gdzie - według prokuratury - Julia P. oraz Marianna J. oblały pomnik pomarańczową farbą, tłumacząc swoje działanie chęcią zwrócenia uwagi na kryzys klimatyczny. Akcja wywołała szeroką debatę - zarówno o formach protestu, jak i granicach działań aktywistycznych.
Wyrok zapadł po ponad dwóch latach od zdarzenia. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia skazał kobiety na sześć miesięcy ograniczenia wolności w formie prac społecznych - po 30 godzin miesięcznie. Dodatkowo muszą zapłacić po 33 tysiące złotych, w tym na rzecz miasta oraz Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków.
Sąd nie miał wątpliwości co do winy oskarżonych. W uzasadnieniu podkreślono, że doszło do uszkodzenia zabytku, który ma szczególne znaczenie symboliczne dla mieszkańców Warszawy.
Jeżeli dopuścimy do tego rodzaju zachowań, będziemy wykazywać przyzwolenie na tego rodzaju zachowania, to krzyk tych zabytków będzie jednorazowy, krótkotrwały, coraz mniej słyszalny, aż w końcu prawdopodobnie całkowicie ustanie - zaznaczył sędzia, odnosząc się do argumentów obrony
W jeszcze mocniejszych słowach odniósł się do konsekwencji podobnych działań:
Nie mam absolutnie żadnej wątpliwości co do tego, że jest mnóstwo bardzo wzniosłych idei, jednak przyzwalanie na tego rodzaju zachowania prowadziłoby z całą pewnością do anarchii, do pewnego rozkładu dyskursu publicznego w społeczeństwie demokratycznym, wobec czego z całą pewnością nie może być na tego rodzaju zachowania przyzwolenia - podkreślił w uzasadnieniu wyroku
Sąd wskazał również, że aktywistki działały świadomie i celowo wybrały ten obiekt, aby ich protest miał większy wydźwięk medialny. Po ogłoszeniu wyroku jedna z oskarżonych oświadczyła, że nie żałuje swojego czynu i nie zgadza się z decyzją sądu. Obrońcy zapowiedzieli złożenie apelacji.
Sprawa wywołuje skrajne emocje. Dla jednych to przykład konieczności egzekwowania prawa i ochrony dziedzictwa, dla innych - dowód na to, że aktywiści klimatyczni sięgają po coraz bardziej radykalne środki, by zwrócić uwagę na swoje postulaty.
Wyrok - choć nieprawomocny - ponownie rozpalił dyskusję o granicach protestu i odpowiedzialności za działania podejmowane w imię ważnych społecznie spraw.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze